Jeśli ktoś oczekuje opowieści o wizjach po narkotykach,to się myli.
Działką nazywa tutaj leśniczy przydział drewna,które samemu się wycina,obrabia i zabiera do domku,żeby mieć czym palić w mroźną zimę."Przydział" dostaliśmy jeszcze zimą...trzeba się było pofatygować do "Pana Leśniczego" na 6,50. Przyjechaliśmy o 6.40 (żeby zdążyć do pracy na 7,30)-niedobrze,ale jaśnie pan nas przyjął!!
Wyznaczył działę(poznaczył drzewa do wycinki) bardzo blisko naszego siedliska..no i możemy rżnąć:)
Tu...niezawodny okazał się Krzyś...powycinał,poskładał.
Teraz znów oczekiwanie na Jaśnie pana leśnika(kawał kanalii-ale ostatnio,trochę mu się polepszyło)musi działeczkę odebrać,czyli zobaczyć ile my tego drewna wycięliśmy...czekaliśmy około 2 tygodni tylko!!!
Teraz znów wizyta w leśniczówce-audiencja wyznaczona na 6.50-żeby odebrać asygnatę,zapłacić śmieszne pieniądze...i zabierać drwa do siebie.
No trzeba jeszcze to drewno zwieść ,tu okazał się bardzo pomocny inny sąsiad,bardzo sympatyczny Pan Edward-właściciel traktora z przyczepą.
Zwołali my silną grupę : Pan Edek,Józef,Krzyś , brat Krzysia i też syn Józka- Grześ oraz Pioter,no i była zwózka.Ja jak zwykle byłam kucharą.Ale będzie palenia...
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
niedziela, 8 kwietnia 2012
Coś świątecznego
A kiedy już się napracujemy,nasprzątamy,porobimy zakupy..nadchodzi czas odpoczynku i świętowania.
W sobotę przyjechały dziecki...posiedzieli my,pogościli się, w niedzielę na rezurekcje(córcia mi nie odpuściła) i znów posiedzieli my,pogościli się...Kiedy dzieciaczki odjechały do drugich rodziców,przyszli sąsiedzi(jak dobrze mieć sąsiada!!!) i znowu..posiedzieli...cdn znacie
W sobotę przyjechały dziecki...posiedzieli my,pogościli się, w niedzielę na rezurekcje(córcia mi nie odpuściła) i znów posiedzieli my,pogościli się...Kiedy dzieciaczki odjechały do drugich rodziców,przyszli sąsiedzi(jak dobrze mieć sąsiada!!!) i znowu..posiedzieli...cdn znacie
środa, 21 marca 2012
Święto Trzech Królowych.
nazwijmy pewne sprawy po imieniu....otóż mieliśmy święto trzech króli...
i tu właśnie nastąpiło coś...co jak myślę powinienem nazwać ich przybyciem...
z tym że ich było czworo...i nie króli a KRÓLOWYCH...i jeden Cesarz...
nazwijmy go..znaczy Cesarza łysą pałą...
myślałem wiele o nim...i myślę że zakochałem się w nim....choć jednak mocniej zakochałem się w Królowych...i tu muszę się przyznać....że kocham je tak mocno...znaczy pokochałem...że nie mogę spać, jeść, oddychać...i...
a nieeee to to ja mogę...przynajmniej tak myślę.....
od dziś....noooo od hmmmm czwartku a nawet piątku....pokochałem to święto....ale i tak mocniej pokochałem owe Królowe.....noooo łysą pałę też....a teraz o ile i tak dalej...gdyż ponieważ...jak sądzę....
udam się w bliżej nieokreślonym kierunku.....
aha...dodam tylko że karpie wędzone są zayebiste...gdyż je se normalnie uwędziłem....
To jest przedruk z Piotrusia,dodam tylko,że ten weekend był wyjątkowo udany i z niektórymi królowymi mamy "bliższe stosunki"do dzisiaj.Pozdrówka:)
i tu właśnie nastąpiło coś...co jak myślę powinienem nazwać ich przybyciem...
z tym że ich było czworo...i nie króli a KRÓLOWYCH...i jeden Cesarz...
nazwijmy go..znaczy Cesarza łysą pałą...
myślałem wiele o nim...i myślę że zakochałem się w nim....choć jednak mocniej zakochałem się w Królowych...i tu muszę się przyznać....że kocham je tak mocno...znaczy pokochałem...że nie mogę spać, jeść, oddychać...i...
a nieeee to to ja mogę...przynajmniej tak myślę.....
od dziś....noooo od hmmmm czwartku a nawet piątku....pokochałem to święto....ale i tak mocniej pokochałem owe Królowe.....noooo łysą pałę też....a teraz o ile i tak dalej...gdyż ponieważ...jak sądzę....
udam się w bliżej nieokreślonym kierunku.....
aha...dodam tylko że karpie wędzone są zayebiste...gdyż je se normalnie uwędziłem....
To jest przedruk z Piotrusia,dodam tylko,że ten weekend był wyjątkowo udany i z niektórymi królowymi mamy "bliższe stosunki"do dzisiaj.Pozdrówka:)
sobota, 17 marca 2012
piątek, 16 marca 2012
wtorek, 13 marca 2012
Nie samym chlebem człowiek żyje,czyli grill w oborze.
Remont remontem a jeść się chce.
Zrobiło się ciepło to trzeba rozpocząć sezon grillowy,bo lubimy,bo smakuje,bo to zawsze coś innego niż taka pasza z gara.
Miszczem grilla jest oczywiście Piotrunio,nikt tak miąska nie przyprawi jak On.
No to se w weekendy grillowaliśmy,ale u nas wciąż hula wiatr,coś trzeba było wymyślić.
Chowaliśmy się za ścianę domu,ale tam cień,a my chcemy słoneczka,przenieśliśmy goryla za ścianę obory...dalej piździ.No to mój Piotrunio wymyślił żebyśmy gościnki robili w oborze,znaczy w tym co z niej zostało.Super pomysł nie wieje,cieplutko bo "za wiatrem".
Mieliśmy super miejsce do grillowania,dopóki pan P nie ruszył z adaptacją w/w obory na garaż.
Dodam tylko,że bardzo lubimy palić ogniska i jeść kiełbasę z patyka,że nie wspomnę o pieczonych ziemniakach.
Zrobiło się ciepło to trzeba rozpocząć sezon grillowy,bo lubimy,bo smakuje,bo to zawsze coś innego niż taka pasza z gara.
Miszczem grilla jest oczywiście Piotrunio,nikt tak miąska nie przyprawi jak On.
No to se w weekendy grillowaliśmy,ale u nas wciąż hula wiatr,coś trzeba było wymyślić.
Chowaliśmy się za ścianę domu,ale tam cień,a my chcemy słoneczka,przenieśliśmy goryla za ścianę obory...dalej piździ.No to mój Piotrunio wymyślił żebyśmy gościnki robili w oborze,znaczy w tym co z niej zostało.Super pomysł nie wieje,cieplutko bo "za wiatrem".
Mieliśmy super miejsce do grillowania,dopóki pan P nie ruszył z adaptacją w/w obory na garaż.
Dodam tylko,że bardzo lubimy palić ogniska i jeść kiełbasę z patyka,że nie wspomnę o pieczonych ziemniakach.
piątek, 9 marca 2012
Dach
A działo się to wiosną...
Jak tylko się ociepliło zaczęliśmy szukać ekipy do remontu dachu.Pomysłów było wiele..ktoś z netu,ktoś znajomy...
Trafił się taki jeden-znajomy sąsiadów,który myślał,że ma do czynienia z miejskimi kmiotkami i krzyknął cenę z kosmosu.Delikatnie,no może nie całkiem ,daliśmy mu do zrozumienia,że co jak co...ale liczyć to my umiemy.
Przypadek sprawił,że wracając z pracy ujrzeliśmy ekipę dachowców w Studziance pracującą na na dachu "klubu".
Dogadali my się,panowie przyjechali,obejrzeli,wycenili.Zamówiliśmy materiały i rozpoczął się remont.Oczywiście jak to u nas..nic nie ma lekko,łatwo i przyjemnie..więc przeciągnęło się...z obiecanych kilku dni,,do ok. dwóch tygodni.ale to nie z winy dachowców,tylko poprzednich właścicieli,którzy nie dbali o dobytek.Dach,który był niedawno remontowany...nadawał się do wymiany,brakowało gąsiorów,że o rynnach nie wspomnę,a dachówka ,niby nowa,kruszyła się w rękach.
Ekipa super...taka rodzinna firma,jak wpadali w sile kilku chłopa (z samego rana) to robota im się w rękach paliła.Wspomnieć należy o przywódcy grupy,nazwanym przez nas Prezesem-bardzo sympatyczny,puszysty pan Adam,który jak założył rękawice robocze,bo był zmuszony pomóc chłopakom,to oni mało z dachu nie spadli i robili mu zdjęcia,bo Prezes pracuje!! On tylko miał być mózgiem,łatwić roboty,od pracy byli inni.
Ach i jeszcze Daniel,zwany przez nas Ojcem Dyrektorem..może dlatego,że wiódł prym wśród robotników.
Robiłam im kawki,gotowałam zupki,wszak i tak wzięliśmy urlop,to czasu miałam sporo,a na dworze jeszcze chłodnawo.
Nie obyło się bez kilkukrotnego dokupowania różnych pierdół,bo firma Baleksmetal,źle obliczyła ilość materiałów.Ale to pikuś, Pioter był na miejscu to dowoził.
Panowie zostawili nam na czas jakiś rusztowania,które bardzo się przydały do tynkowania szczytów domu.
Jak tylko się ociepliło zaczęliśmy szukać ekipy do remontu dachu.Pomysłów było wiele..ktoś z netu,ktoś znajomy...
Trafił się taki jeden-znajomy sąsiadów,który myślał,że ma do czynienia z miejskimi kmiotkami i krzyknął cenę z kosmosu.Delikatnie,no może nie całkiem ,daliśmy mu do zrozumienia,że co jak co...ale liczyć to my umiemy.
Przypadek sprawił,że wracając z pracy ujrzeliśmy ekipę dachowców w Studziance pracującą na na dachu "klubu".
Dogadali my się,panowie przyjechali,obejrzeli,wycenili.Zamówiliśmy materiały i rozpoczął się remont.Oczywiście jak to u nas..nic nie ma lekko,łatwo i przyjemnie..więc przeciągnęło się...z obiecanych kilku dni,,do ok. dwóch tygodni.ale to nie z winy dachowców,tylko poprzednich właścicieli,którzy nie dbali o dobytek.Dach,który był niedawno remontowany...nadawał się do wymiany,brakowało gąsiorów,że o rynnach nie wspomnę,a dachówka ,niby nowa,kruszyła się w rękach.
Ekipa super...taka rodzinna firma,jak wpadali w sile kilku chłopa (z samego rana) to robota im się w rękach paliła.Wspomnieć należy o przywódcy grupy,nazwanym przez nas Prezesem-bardzo sympatyczny,puszysty pan Adam,który jak założył rękawice robocze,bo był zmuszony pomóc chłopakom,to oni mało z dachu nie spadli i robili mu zdjęcia,bo Prezes pracuje!! On tylko miał być mózgiem,łatwić roboty,od pracy byli inni.
Ach i jeszcze Daniel,zwany przez nas Ojcem Dyrektorem..może dlatego,że wiódł prym wśród robotników.
Robiłam im kawki,gotowałam zupki,wszak i tak wzięliśmy urlop,to czasu miałam sporo,a na dworze jeszcze chłodnawo.
Nie obyło się bez kilkukrotnego dokupowania różnych pierdół,bo firma Baleksmetal,źle obliczyła ilość materiałów.Ale to pikuś, Pioter był na miejscu to dowoził.
Panowie zostawili nam na czas jakiś rusztowania,które bardzo się przydały do tynkowania szczytów domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

